czwartek, 30 stycznia 2014

POWRÓT ♥



WITAM KOCHANI <3



  Chcę zacząć od tego, że straszni mi głupio, ponieważ miałam wrócić dość szybko, ale nic z tego nie wyszło ://   Aleeee jednak po tak długim czasie zdecydowałam się kontynuować opowiadanie ;D 
Wiem, że nie szło mi za dobrze ;c Teraz postaram się serio poprawić ;) Już jutro postaram się dodać nowy rozdział ;* Pozostaje tylko jedno pytanie : 

CZY JESTEŚCIE TU DALEJ I CZY BĘDZIECIE CZYTAĆ ? <3

sobota, 26 października 2013

Przerwa















Na początek chciałabym powiedzieć, że mi strasznie głupio, ponieważ przez tyle czasu nic nie napisałam o tym, że zawieszam bloga na czas nieokreślony. Nie miałam teraz czasu pisać ani rozpowszechniać to opowiadanie. Chciałabym czasami zacząć pisać go od nowa ;) Naprawić wiele błędów w tym opowiadaniu, a przyznajmy szczerze, że nie jest ono najlepsze i wymaga wieeelkiech poprawek : / Może wezmę się za niego jeszcze za jakiś czas. Lubiłam pisać i nie chcę przestawać więc możecie oczekiwać, że blog zostanie pociągnięty dalej, ale jeszcze nie umiem określić kiedy dokładnie ;c
Dziękuję, że czytaliście i komentowaliście <3
Może w przyszłości zadbam, aby więcej osób dowiedziało się o tym blogu ♥
A więc jeszcze raz dziękuję <3

wtorek, 1 października 2013

Moments ♥

Rozdział 23











-Mamo ? - odezwałem się głosem pełnym zaskoczenia.
-Nie mamuj mi tu teraz. - prawie krzyczała – W tej chwili widzę cię w domu, i to już. - podniosła głos jeszcze bardziej.
-Możesz powiedzieć chociaż o co chodzi ? - spytałem szybko.
-Nie zadawaj idiotycznych pytań. Radzę ci się tu pojawić, bo jak nie to sama po ciebie przyjadę. - oburzyła się i zerwała połączenie.
Niewiele rozumiejąc usiadłem na łóżku. Mój mózg powoli przetwarzał wszystkie informacje, a właściwie ich brak. Nie siedząc tak długo, wrzuciłem małe pudełeczko z powrotem do kieszeni i czym prędzej popędziłem do mojego auta. Usiadłem wygodnie na fotelu i przekręciłem kluczyk w stacyjce. Obie ręce ułożyłem na kierownicy, wyjechałem na ulicę i popędziłem drogą prosto do Doncaster. Radio szło, a ja podśpiewywałem sobie do wielu piosenek, które akurat w nim leciały.
Dziwnie było mi słuchać własnych utworów w radiu, więc postanowiłem je wyłączyć. Teraz, jedynym dźwiękiem, który dobiegał do moich uszu, był cichy pomruk silnika. Pomyślmy po co ja tam właściwie jadę ? I jak to wszystko się zaczęło ?
Hmm no tak, pewnego dnia leciałem na spotkanie z fanami i postanowiłem biec skrótem przez park. Zauważyłem skuloną dziewczynę, która siedziała na ławce, a że jestem taki uroczy, troskliwy i opiekuńczy nie mogłem nie podejść i nie spytać czy wszystko w porządku. Gdy to już zrobiłem okazało się, że to Emily, moja Emily. Oczywiście wszystko było wspaniale, ale ja musiałem coś spieprzyć. Obraziłem jej chłopaka i ona się wkurzyła. Niespodziewanie znów spotkaliśmy się, ale tym razem w sklepie. Później poszedłem do niej do domu i tak dalej. Nasza przyjaźń odżyła, ale mi to nie wystarczało. Chciałem czegoś więcej, jednak dość sporą przeszkodą był ten jej Max. Do tej pory czuję obrzydzenie przypominając sobie, że ten gnojek ja uderzył. A no i właśnie w tą noc kiedy to zrobił ja poczułem, że mam jakieś szanse u Emily. Była załamana po całym tym zerwaniu, więc pojechaliśmy do domku ojczyma Harry'ego i tam wreszcie wyznała mi miłość. To był chyba jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Następnie gdy wróciliśmy, ja pojechałem do mojego ojca, a gdy przyjechałem z powrotem, znów wszystko zaczęło się walić. Zaczynając od anonimów kończąc na mojej i jej cholernej upartości. Noo, trzeba przyznać, że oboje nie mamy najłatwiejszych charakterów, ale właśnie za to ją między innymi kocham. No, a teraz jadę sobie do mojego rodzinnego domu, bo moja mama wydarła się na mnie przez telefon i kazała przyjeżdżać, przy czym nie wyjaśniła dokładnie o co chodzi.
Moje serce zaczęło bić jak szalone, gdy wjechałem do Doncaster. Drogą, którą bardzo dobrze znałem, pognałem ku mojemu domowi. Puls, który wynosił przedtem chyba z ponad 100 na minutę naglę ustał...wszystko jakby stanęło w momencie, gdy wjechałem na podjazd domu. Zaparkowałem auto i wyjąłem kluczyki ze stacyjki. Oparłem głowę o zagłówek i przymknąłem oczy, licząc do dziesięciu. Wziąłem głęboki oddech i uniosłem powieki. Idę ! Wysiadłem z samochodu, starając się nie trzaskać drzwiczkami. Ruszyłem w stronę drzwi. Nacisnąłem klamkę. Były otwarte. Przekroczyłem próg i w momencie zostałem zaatakowany przez moją matkę.
-No, a myślałam, że okażesz się takim kretynem i nie przyjedziesz. Masz szczęście młody chłopcze.
-Gdzie ona jest ? - od razu przeszedłem do rzeczy.
-Już miałam wsiadać do auta i przyjechać tylko po to, żeby skopać ci ten tyłek. - skrzyżowała ręce z oburzeniem.
-MAMO – krzyknąłem – Przestań wreszcie gadać i mów.
-Jakim tonem do matki ? - skrzywiła się.
Wzruszyłem ramionami. Niczego najwidoczniej od niej nie wyciągnę. Miałem już wychodzić, gdy nagle usłyszałem szmer dochodzący z góry. Iskierka nadziei pojawiła się we mnie.



Szedłem niepewnie schodami na górę. Z każdym krokiem rosły wszelkie wątpliwości. Stanąłem przed drzwiami nasłuchując jakiegokolwiek dźwięku. Gdy jednak nic już nie usłyszałem postanowiłem wejść do środka.







Oczami Emily


Siedziałam na fotelu znów patrząc się w nicość. W mojej głowie panowała całkowita pustka. Brak myśli, uczuć i jakichkolwiek emocji. Tkwiłam w błogiej ciszy i tak było mi (chyba) dobrze. Jednak ta cała, atmosfera została przerwana w momencie, gdy zobaczyłam, że drzwi do pokoju się otwierają. Moje serce stanęło, gdy ujrzałam w progu sylwetkę Louisa. Chłopak zamknął za sobą drzwi i stanął naprzeciwko mnie. Nie podnosiłam wzroku nie chcąc spojrzeć mu w oczy. Stał tak i milczał, co doprowadzało mnie powoli do szaleństwa. Wreszcie nie wytrzymałam i sama podjęłam rozmowę.
-Po co przyszedłeś ? - spytałam cicho. Mój głos był dalej ochrypły po długim płaczu. Dopiero teraz pomyślałam o tym jak właśnie wyglądałam. Cała czerwona, spuchnięte i załzawione oczy, jednym słowem koszmar.
-Płakałaś. - nie zabrzmiało to jak pytanie, tylko raczej jak niepewne stwierdzenie.
Nie odpowiedziałam, zamiast tego opuściłam bardziej głowę.
Usłyszałam jak porusza się. Modliłam się tylko, aby nie w moją stronę. Oczywiście się myliłam. Louis przykucnął przy mnie tak, aby mógł ujrzeć choć cząstkę mojej twarzy. Widziałam jak chciał położyć dłonie na moich kolanach, ale zatrzymał się w połowie ruchu.
Westchnęłam ciężko i wstałam z miejsca. Zdziwienie malowało
się na twarzy Louisa, gdy podeszłam do drzwi i mocno szarpnęłam za klamkę. Ku mojemu zaskoczeniu, drzwi ani drgnęły. Spróbowałam więc jeszcze raz. Nic.
-Co jest ? - powiedziałam prawie sama do siebie.
-Nawet nie próbuj szarpać. Zamknęłam je na klucz. - odezwał się głos zza drzwi.
-Jay, nie wygłupiaj się. Wypuść mnie. - odkrzyknęłam – Nie zachowuj się jak dziecko.
-Ja zachowuję się jak dziecko ? To wy się tak zachowujecie. Banda rozpieszczonych bachorów. Nie wyjdziecie stąd dopóki nie zmądrzejecie i się nie pogodzicie, bo ja mam dość tych waszych cholernych kłótni. - wybuchła. Usłyszałam już później tylko ciche dreptanie po schodach. Oparłam się głową o ścianę. Bałam się tego co za chwilę nastąpi. Postanowiłam jednak nie zachowywać się jak dziecko i usiadłam na łóżku. Wpatrywałam się w Louisa, który zdążył zmienić pozycję i teraz siedział już wygodnie na fotelu. Mierzyliśmy się wzrokiem, żadne nie wiedziało chyba co powiedzieć i czy w ogóle powinno coś mówić. Chłopak spuścił ze mnie wzrok i przeniósł go na swoje dłonie. Ta cisza mnie przytłaczała.
-Przyszedłeś, żeby milczeć ? - rzuciłam oschle.
Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało.
Powoli podniósł głowę. Uśmiechnął się krzywo.
-Nie.. ja po prostu nie wiem już co mam powiedzieć. - rzekł spokojnie.
Patrzyłam na niego nie wiedząc jak zareagować. Widziałam w jego oczach strach, smutek, ból, wszystko. W momencie zrobiło mi się go żal.
-Przepraszam. - wyszeptałam, ale na tyle głośno by mógł to usłyszeć.
Wytrzeszczył oczy nie wiedząc czy dobrze usłyszał.
-Słucham ? - spytał dla upewnienia.
-Nie powinnam przychodzić do twojej matki i obarczać ją tym wszystkim. Nie wiem po co w ogóle do niej przyszłam. Ja chyba chciałam w jakiś sposób być bliżej ciebie. Wiem, że to idiotycznie brzmi, ale odchodząc nie chciałam cię tracić całego, a ten dom to ogromna cząstka ciebie. - mówiłam. Zaczęłam żałować każdego wypowiedzianego słowa, ale nie mogłam się powstrzymać. Ulga, którą czułam mówiąc to wszystko była taka dobra i kojąca.
-Byłam strasznie głupia zawracając jej głowę. Myślałam tylko o sobie. - opuściłam głowę.
Louis niepewnie do mnie podszedł. Poczułam jak materac na łóżku ugina się pod jego ciężarem.
-Nie czuj się winna. Moja mama cię kocha i na pewno ucieszyła się, że przyszłaś do niej.
-Nie powinieneś mnie pocieszać. - obróciłam głowę w jego stronę. - Nie po tym wszystkim co ci zrobiłam. Wiesz, na początku byłam zła na siebie o to wszystko. - postanowiłam mu o wszystkim powiedzieć, bez względu na wszystko.
-Emily.. - próbował mi przerwać, ale ja mu przeszkodziłam.
-Nie, daj mi dokończyć. Więc tak jak mówiłam, obwiniałam siebie, ale wreszcie głosik w mojej głowie zaczął mi mówić „to nie twoja wina, to on cię zranił, zamknął ci drzwi przed nosem, potraktował jak psa” i ten głosik był coraz mocniejszy i mocniejszy. - jego źrenice powiększały się z każdą chwilą – Zaczęłam cię nienawidzić. Nie miałam do tego nawet specjalnych powodów. Po prostu chciałam myśleć, że to twoja wina. Tak było mi łatwiej, aż do momentu, w którym przyszedłeś ty, do naszego studia. Wtedy wszystko się wywróciło do góry nogami. Wszystko czym cię obwiniałam w momencie zrzuciło się na mnie. Zamknęłam się w sobie. Wiesz, był taki moment, że zwątpiłam, że może być dobrze.
-Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że zrobiłaś... - i nie dokończył, tylko spojrzał na moje nadgarstki.
-Nie. - wyrzuciłam z siebie od razu, wiedząc o co mu chodziło – Twoja mama nie pozwoliła dojść mi do tak złego stanu. Była przy mnie cały czas. Siedząc tu tak rozmyślałam po co to wszystko zrobiłam. Wynikł z tego tylko ból. - wypuściłam powietrze z płuc spoglądając Louisowi w oczy – Wiem, że to wszystko moja wina i przepraszam – wyszeptałam najszczerzej jak tylko mogłam.
Jego oczy zrobiły się jeszcze większe.
-Emily – zaczął ochrypłym głosem – Nie musi wcale tak być. Nie chcę, żeby tak było. - siedzieliśmy teraz przodem do siebie – Nie mam ci za złe tego wszystkiego. Rozumiem, że chciałaś mnie chronić. - świdrował mnie swoim wzrokiem – Pozwól mi sobie pomóc.
Opuściłam głowę, jednak on złapał mnie delikatnie za podbródek i z powrotem moja twarz znalazła się zaraz przy jego. Dzieliło je zaledwie parę centymetrów.
-Emily – zamruczał przybliżając się do mnie jeszcze bardziej.
Mój cały mur pewności siebie, który mnie otaczał zaczął się kruszyć w chwili, gdy poczułam jego ciepły oddech na moim policzku. Nie potrafiłam wykonać żadnego ruchu. Sparaliżowana obserwowałam każdy jego ruch. W głowie coś krzyczało, żeby wstała i odsunęła się od niego jak najdalej. Ta myśl zwyciężyła, ku jego i mojemu zaskoczeniu wstała z łóżka odwracając się do niego plecami. Chciałam usiąść na fotelu, lecz chłopak mnie zatrzymał, łapiąc za nadgarstek. Odwróciłam się powoli w jego stronę. Chciał, abym usiadła mu na kolanach jednak ja się opierałam.
Wstał więc, a nasze ciała się stykały.
-Proszę – wyszeptał głosem, od którego przeszyły mnie dreszcze po całym ciele.
-Proszę nie rób tego – odrzekłam.
-Czego ? - spytał cicho, zbliżając się do mnie coraz bardziej. - Tego ? - pocałował mnie delikatnie w policzek, a ja rozpłynęłam się w momencie. - A może tego ? - przejechał swoimi ustami po kąciku moich ust. - Albo.. - zaczął, ale tym razem to ja mu przerwałam. Przywarłam do niego ustami. Nie musiałam długo czekać na odwzajemnienie pocałunku. Nie był on zwykły. Można było w nim wyczuć cały ból, złość, smutek, tęsknotę i ogromną miłość. Wszystko w tym jednym pocałunku. Splotłam dłonie na jego karku, a on objął mnie mocno w pasie. Tkwiliśmy tak bojąc się, że któreś zaraz ucieknie. Jednak tak się nie stało. Stróżki łez spływały po moich policzkach.
Po długiej chwili, Louis odsunął się ode mnie, by móc spojrzeć mi w oczy.
-Drżysz – stwierdził.
Moje nogi praktycznie odmawiały mi posłuszeństwa, ale ja za wszelką cenę pragnęłam stać tam przy nim. Chyba zauważył, że samo stanie sprawia mi wielką trudność, więc chwycił mnie mocno i przeniósł na łóżko. Wtuliłam się w niego nie chcąc puszczać już nigdy. Czułam się totalnie rozbita psychicznie, ale próbowałam nie dawać tego po sobie poznać. Louis posadził mnie tak, abym plecami dotykała oparcia łóżka. Nawet na chwilę nie spuszczał ze mnie wzroku. Wszystko wydawałoby się zmierzać ku dobremu, ale tak naprawdę, to najważniejsze słowa nie zostały jeszcze wypowiedziane.
-Przepraszam. - wydusiłam z siebie kolejny raz.
On tylko lekko się uśmiechnął i bardziej do mnie zbliżył. Nasze twarze dzieliły może 4 centymetry.
-Możemy po prostu spróbować zapomnieć o tym wszystkim ? - spytał, ale ja nie umiałam zapomnieć. Za dużo cierpienia przeżyłam, żeby móc wyrzucić to wszystko z pamięci.
Chyba zbyt długo zwlekałam z odpowiedzią, bo Louis patrzył na mnie niecierpliwie. Ja zamiast odpowiadać rzekłam tylko :
-Tęskniłam za tobą. - patrzyłam wprost w jego oczy.
-Ja też. - westchnął.
Opuszkiem kciuka gładził moją dłoń. Brakowało mi jego dotyku, w ogóle samej jego obecności. Poczułam jakby policzki mi płonęły, gdy chłopak zbliżył się do mnie już maksymalnie i ponownie złączył nasze usta. To było wręcz niesamowite. Przeniósł mnie w naszą małą prywatną krainę . Byliśmy tylko ja i on, nic innego się nie liczyło. Nie było smutku czy złości, było tylko uczucie, ogromne uczucie zwiększające się z każdą chwilą.
-Kocham cię – wyszeptał po chwili.
Odsunął lekko swą głowę, by móc zajrzeć mi w oczy. Ja tylko siedziałam zmrożona trawiąc to co właśnie usłyszałam.
Przymknęłam na chwilę oczy pozwalając tym słowom przeniknąć każdą komórkę mego ciała. Po chwili uniosłam powieki z powrotem i ujrzałam lekko przybitą twarz Louisa. Cholera, znowu mu nic nie odpowiedziałam. Ujęłam więc jego twarz w dłonie i musnęłam jego dolną wargę.
-Ja ciebie też kocham – odparłam wreszcie.
Gdy Tomlinson usłyszał te słowa cały się rozpromienił i wydawałoby się, że zaraz zacznie skakać po całym pokoju z radości.
Ponownie złączyłam nasze usta w długim pocałunku. Przejechałam dłońmi po jego torsie i złapałam za koniec jego koszulki. Po chwili siedział już bez niej. Zaczął robić to samo z moją, ale zatrzymał się w pół ruchu i spojrzał na mnie, wzrokiem pytając o przyzwolenie. Uśmiechnęłam się zachęcająco i skinęłam głową. Nie czekając dłużej zdjął ją. Położył mnie delikatnie na plecach, tak, aby był tuż nade mną. Wodził dłońmi po całym moim ciele.
-Mmm, to co seks na zgodę ? - wymruczał mi do ucha.
Oj Tomlinson, nie owijasz w słowach, pomyślałam.
Zaśmiałam się tylko głośno i już chciałam mu coś odpowiedzieć, gdy do pokoju zapukała Jay.
-Dzieciaczki, skoro się już pogodziliście, zejdźcie proszę na dół. Od rana piekę szarlotkę. - zaśmiała się, otworzyła zamek w drzwiach i zeszła na dół.
Louis opadł na mnie i po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem. Wyczołgałam się spod niego i ubrałam moją bluzkę, w tym samym czasie rzucają mu jego podkoszulek. Skrzywił się lekko.
-Co ? - zmarszczyłam brwi.
-Nic, po prostu bez tej koszulki wyglądałaś o niebo lepiej. - zaśmiał się.
-Zamknij się – wymruczałam znów czerwieniąc się jak burak.
Podeszłam do niego chwytając go za dłoń.
-No choć, twoja mama kazała nam zejść – pociągnęłam go za sobą na dół.
Wkroczyliśmy do salonu. Na małym stoliku stały już 3 kubki z gorącą herbatą i talerzyki z plackiem.
-Ooo mamo, nie trzeba było – powiedziałam siadając na kanapie.
-Oj cicho tam, cicho. To specjalna okazja. - puściła do mnie oczko.
Louis zasiadł tuż obok mnie. Spojrzeliśmy na siebie. Uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo.
-No, to jeśli wszystko jest już w jak najlepszym porządku, opowiadajcie co tam w wielkim świecie. - rzekła siadając na fotelu.
-Hmm, no my wyjeżdżamy w trasę za niedługo, a za tydzień jest bardzo ważna gala rozdania nagród. - mówiąc to drugie, palnął się w czoło, co wyglądało strasznie śmiesznie. - Kurwa. - wymamrotał.
-Louis ! -skarciła go matka.
-Przepraszam, ale na śmierć zapomniałem.
-O czym ? - spytałam zaciekawiona.
-Nie widziałaś piosenki ? - spytał zaskoczony.
-Jakiej ? - otworzyłam jeszcze szerzej oczy.
Chłopak nic nie mówiąc, poszedł do przedpokoju i wyjął z mojej kurtki parę zmiętych kartek i schował je do swojej kieszeni.
-Co to ? Pokaż. - nakazałam mu, próbując sięgnąć do jego kieszeni.
-To piosenka, którą napisałem. - rzekł z dumą w głosie.
-O. - bąknęłam tylko. Było mi wstyd, że wcześniej jej nie zobaczyłam. - Ale skąd ona wzięła się w mojej kurtce ?
-Magia – zaśmiał się.
Uderzyłam go w ramię i znów oboje wybuchliśmy śmiechem.
-Wiesz zagrałbym ją, ale mama nie ma pianina ani nic. - zrobił smutną minkę – A więc, kontynuując, za tydzień ja i Emily mamy wykonać tą właśnie piosenkę na gali. - spojrzał na mnie niepewnie.
-Jak to ? - zamrugałam szybko, nie wiedząc czy, aby na pewno dobrze usłyszałam.
-Nic ci nie mówili ? - zmarszczył brwi.
-Nieeee.
-Dobra nie ważne. Pogadamy o tym później – uśmiechnął się lekko.
Postanowiłam nie drążyć dalej tego tematu.
Rozmawiając na przeróżne tematy, połknęliśmy w momencie szarlotkę i dopiliśmy herbatę
-Wybacz, ale będziemy się chyba zbierać. - wstał z miejsca. Zrobiłam to samo.
-Już ? Dlaczego ? - spytała zmartwiona.
-I tak już za długo u ciebie zabawiłam. - wytłumaczyłam szybko – Do zobaczenia. - pocałowałam ją w policzek.
Poczekałam, aż Louis zrobi to samo i wyszliśmy na podjazd, wsiadając do jego auta.
-No, to gdzie jedziemy najpierw ? - spytał.
-Do Perrie. - rzekłam zdecydowanie.
Kiwnął tylko głową i odpalił silnik.



Droga minęła dość szybko. Żadne z nas praktycznie się nie odzywało. Mi to odpowiadało. Miałam czas na przemyślenie, co powiem Pezz. Jak ją przeprosić.
Serce gwałtownie zaczęło mi bić, gdy podjechaliśmy już pod jej dom.
-Jesteś pewna, że nie chcesz, abym poszedł z tobą ? - spytał dla upewnienia.
-Na pewno. - westchnęłam.
-Będę tu czekał.
Pokiwałam głową i chwyciłam klamkę od drzwiczek.
-Ekhem – usłyszałam donośne chrząknięcie za sobą. - Czy, aby o czymś nie zapomniałaś ? - spojrzał na mnie wyczekująco.
Pochyliłam się nad nim i musnęłam jego policzek, co nie zadowoliło go w pełni. Nie czekając na jakąkolwiek inną reakcję, wysiadłam i powędrowałam prosto pod drzwi frontowe. Niepewnie w nie zapukałam. Nie musiałam długo czekać aż się otworzą. W progu stanęła wysoka blondynka. Obrzucając mnie wzrokiem z góry na dół. Spojrzała na chwilę za mnie i znów popatrzyła mi w oczy.
-W sumie nie wiem jakich słów powinnam teraz użyć – zaczęłam – Chyba po prostu powiem : przepraszam. - rzekłam. - Wybaczysz mi ?
Długo stała z grobową mina. Nie umiałam rozszyfrować o czym właśnie myśli.
-No nie wiem – westchnęła.
Opuściłam głowę, tracą wszelkie nadzieje.
-Żartowałam – zaśmiała się i mocno przytuliła. - Cieszę się, że wróciłaś do grona żywych – wymamrotała.
-Przepraszam za to wszystko. Za tą dziwkę i ogólnie, że obarczałam was moimi idiotycznymi problemami. To ja byłam suką, a nie ty. - odsunęłam się od niej lekko, a łzy napłynęły mi do oczu.
-Nie płacz idiotko – skarciła mnie ze śmiechem. - Wybaczę ci pod jednym warunkiem – ostrzegła.
-Tak ? - chciałam aby kontynuowała.
-Zamieszkasz wreszcie ze mną. - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej – Czuję się tu taka samotna, a mam już dość Zayna, który siedzi tu całymi dniami „dotrzymując towarzystwa” i przy okazji wyjadając całą zawartość lodówki. - oburzyła się.
Wybuchłam śmiechem słysząc to. Tak za nią tęskniłam.
-To będzie czysta przyjemność tu mieszkać. - uśmiechnęłam się najszerzej jak tylko mogłam.
-Noo to może wejdziesz ? - zaproponowała.
-Wiesz, jedziemy prosto do chłopaków. Im też należy się wytłumaczenie.
-Aaaa no właśnie. Cieszę się, że nareszcie zmądrzałaś i do niego wróciłaś – puściła do mnie oczko i weszła z powrotem do domu.
Odwróciłam się na pięcie i cała rozpromieniona wsiadłam do samochodu.
-No i jak ? - spytał z nadzieją w głosie.
-Jedna rozmowa udana, a teraz czeka mnie przepraszanie całej czwórki. - westchnęłam ciężko.
-Ej wcale nie musisz ich przepraszać. - przekręcił kluczyk w stacyjce i wjechał na asfalt.
-Muszę, czuję, że tak właśnie powinnam.
On nic już nie mówiąc skupił się na drodze.










-Jesteś pewna, że chcesz tam wejść ?
-Tak Louis, jestem pewna. Przestań już o to pytać. - wyrzuciłam ręce w górę.
-Oook. - nacisnął klamkę i drzwi odskoczyły.
Przeszłam prze próg. W sumie nic się nie zmieniło, ale czego ja się spodziewałam po jakichś 2 tygodniach.
Weszłam głębiej. Usłyszałam jakieś szmery dochodzące z góry, a później zgrzyt otwierających się drzwi. W momencie schowałam się za Louisem.
-O Louis ! - krzyknął Zayn ze schodów – Gdzie ty znik.... - urwał widząc mnie. - Emily – powiedział pół pytająco.
Wyszłam zza chłopaka, stanęłam naprzeciwko Zayna, który zdążył już zbiec na sam dół.
-Hej Zayn. - uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Nareszcie - westchnął mocno mnie przy tym przytulając.
-Co nareszcie ? - wtrącił się Liam.
-EMILY ! - krzyknął radośnie rzucając się na mnie.
-Chłopcy miażdżycie mnie swoimi ciałami – wyrzuciłam, aż w końcu się odsunęli.
Gdy już złapałam oddech spojrzałam na samą górę schodów. Ujrzałam Nialla. Uśmiechnął się tylko lekko i skinął głową po czym poszedł chyba do swojego pokoju.
Spojrzałam ze zdziwieniem na chłopaków, ale ci tylko wzruszyli ramionami.
Zmarszczyłam brwi, o co mu chodziło ?
-Poczekajcie tu. - rzekłam tylko i powędrowałam prosto do pokoju blondyna, zostawiając trójkę chłopaków na dole.
-Niall ? - zapukałam do drzwi.
Nie usłyszałam odpowiedzi, więc je lekko uchyliłam i wsunęłam się do środka. Horan siedział na łóżku po ciemku, wpatrując się w jakiś punkt na podłodze. Gdy usłyszał, że wchodzę, podniósł gwałtownie głowę.
-Niall, rozumiem, że jesteś zły za to co zrobiłam. Wiem, że zachowałam się jak idiotka i przepraszam. W końcu zraniłam waszego przyjaciela. Rozumiem jeśli mnie teraz znienawidzisz. - wyrzucałam z siebie słowa, próbując wydusić z niego chociaż jedno słowo.
Usiadłam obok niego zastanawiając się co tak właściwie powinnam powiedzieć.
-Nie chodzi tu o to. Nie jestem na ciebie zły. - silił się na uśmiech.
-A więc co się dzieje ? - spytałam.
Widziałam na jego twarzy ból i za wszelką cenę chciałam mu jakoś pomóc.
-Nie mogę obarczać cię moimi problemami. - wychrypiał.
-Niall, powiedz. - wyszeptałam i położyłam moją dłoń na jego ramieniu. Zadrżał.
-Nie dam rady już tak dłużej. - wydusił z siebie.
Wydawało mi się jakby płakał, ale nie zdążyłam tego sprawdzić ponieważ drzwi do pokoju się otworzyły. Stał w nich Louis.
-Wszystko Ok ? - spytał.
-Tak – odpowiedział momentalnie Horan. - Idź już – popchnął mnie delikatnie w stronę bruneta.
Nic nie mówiąc wyszliśmy, zamykając za sobą drzwi.
-Co się tam stało ? - skrzywił się chłopak.
-Nie wiem – wymamrotałam.
Musiałam się dowiedzieć, to było pewne. Z zamyślenia wyrwał mnie Louis, który właśnie wprowadzał mnie do swojego pokoju.
-Poczekaj tu – wskazał mi łóżko, a sam zasiadł przy keyboardzie. Wyjął z kieszeni plik zmiętych kartek i ułożył je przed sobą.
Z instrumentu zaczęły wydobywać się przeróżne, piękne dźwięki. Zamknęłam oczy w momencie, gdy zaczął śpiewać. Spod przymkniętych powiek pociekły mi łzy. Wsłuchiwałam się w ten tekst. Musiałam przyznać, że chyba nigdy nie słyszałam czegoś piękniejszego. Wiedząc, że pewnie wyglądam idiotycznie, wstałam i usiadłam obok Louisa. Wpatrzyłam się w litery wypisane równym pismem na kartce. Spróbowałam zaśpiewać refren wraz z nim. Gdy usłyszał mój głos, uśmiechnął się tylko nie przestając grać.
-I'll find the words to say
Before you leave me today
Skończył grać i owinął ręce wokół mojej talii i przysunął się bliżej mnie.
-Podoba ci się ?
-Jest niesamowita. - przycisnęłam swe usta do jego, a słony płyn znów lał się po moich policzkach.
-Zaśpiewasz ze mną podczas gali ?
Pokiwałam twierdząco głową.
-Kocham cię – wyszeptałam.
-Tak bardzo tęskniłem. - wstał trzymając mnie wciąż w objęciach.
Oplotłam swoje nogi wokół jego bioder. Pokierował nas prosto w stronę otwartego okna. Zamiast znaleźć się na wygodnym łóżku, siedziałam oparta o ścianę na parapecie. Moja twarz musiała wyrażać chyba dość duże zaskoczenie bo on tylko się głośno zaśmiał i wyjął z szuflady paczkę papierosów.
-Myślałam, że już nie palisz. - uniosłam brwi nie do końca rozumiejąc czemu robi to właśnie teraz.
-Wiesz, ostatnio dużo się stresowałem. - odrzekł tylko odpalając papierosa, którego trzymał już w ustach.
Zaciągnął się dymem, a ja obserwowałam dokładnie każdy jego ruch.
Chciałam wziąć jednego dla siebie, ale mi nie pozwolił, więc próbowałam wyciągnąć mu jego, z ręki, ale tu też mi się nie udało. Zmarszczyłam brwi, a on pokręcił głową. Nabierając dymu w usta przybliżył się do mnie i wpuścił go wprost do moich ust. Pozwoliłam mu dotrzeć do płuc po czym go wypuściłam, patrząc jak ucieka na świeże powietrze i tam się rozpływa.
Louis przysunął się do mnie bardzo blisko. Stykaliśmy się czołami. Jedną rękę położył na moich plecach, a drugą wyrzucił peta za okno. Otarł się nosem o mój policzek i zamiast „przekazać” mi resztki dymu on tylko czule musnął moje usta.
Owinęłam nogi mocniej wokół niego i uśmiechnęłam się zachęcająco. On poruszył śmiesznie brwiami i zjechał swoimi dłońmi niżej, łapiąc mnie za pośladki. Cicho jęknęłam, co go nakręciło jeszcze bardziej. Zsunął swoje usta na moją szyję i zaczął ssać lekko moją skórę. Byłam pewna, że zostanie mi po tym ślad, ale nie dbałam o to teraz. W tym momencie liczyło się to, że znów byliśmy razem. Uniósł swoją głowę i przygryzł lekko płatek mojego ucha. Wydawało mi się jakby z jego ust wydobyło się ciche warknięcie. Postanowiłam nie być mu długo dłużna. Pocałowałam jego zagłębienie na szyi. Ssałam lekko jego skórę, czując jak chłopak ściska mnie coraz mocniej. Po dłuższej chwili zbliżyłam usta do jego ucha.

-Teraz jesteś już mój – wymruczałam.
-A ty moja – odparł na to, przejeżdżając opuszkami palców po malince, którą zostawił mi na szyi. Zjechał swoimi dłońmi na moje uda i przeniósł mnie delikatnie na łóżko. Zdjął z siebie koszulkę i rzucił ją na ziemię. Zrobił po chwili to samo z moją. Wodziłam dłońmi po jego rozgrzanym torsie, podczas gdy on całował chyba każdy najmniejszy kawałek mojego ciała.
-Dokończmy to co zaczęliśmy wcześniej. - nie było to tym razem pytanie.
Chłopak oddychał ciężko, a ja zmagałam się z jego sprzączką od paska. Już prawie udało mi się ją odpiąć, ale przerwałam swoją czynność, widząc, że drzwi do pokoju się otwierają.
-No, gdzie jest ta moja... - przerwał nagle, chyba zdając sobie sprawę z tego co się dzieje. - Cholera -wymamrotał.
Opadłam na miękkie łóżko, głośno wzdychając.
-Kurwa Harry puka się – wrzasnął Louis.
-Sory, nie przyszło mi do głowy, że … a w sumie nie ważne. Cześć Emily. - pomachał do mnie.
-Cześć Harry – wycedziłam ubierając swoją bluzkę.
Wstałam i mijając Harry'ego zeszłam na dół.
-Jesteś idiotą – wysyczał do niego Louis.
-Stary, serio nie wiedziałem. - usłyszałam tylko za sobą.
Usiadłam wraz z Zaynem i Liamem na kanapie.
-A tobie co ? Wyglądasz tak trochę.... hmm nawet nie wiem jak to nazwać - zaśmiał się Liam.
No tak, właśnie zdałam sobie sprawę, że na głowie mam jedno wielkie siano, a cały makijaż rozmazany.
-Wybaczcie na chwilę – spuściłam głowę i czym prędzej pobiegłam do łazienki. Widok w lustrze nie był najlepszy. Chwyciłam szybko szczotkę i rozczesałam wszystkie kołtuny. Zmyłam wodą resztki makijażu. Niestety nie było tu już żadnych moich kosmetyków, więc postawiłam na naturalność. Sprawdzając milion razy czy mogę tak się już pokazać reszcie, wróciłam do salonu.
-No no. - zagwizdał Harry.
Wycelowałam w niego groźnie palcem.
-Uważaj bo kiedyś naprawdę cię zabije. - zmrużyłam oczy.
-Ej no daj spokój. Nawet mnie nie przytulisz na powitanie ? - zrobił minę smutnego pieska co tylko wywołało u mnie i chłopaków śmiech.
Podeszłam do niego i zarzuciłam mu ręce na szyję.
-Stęskniłem się za tobą mała. - objął mnie mocno.
-Chciałabym powiedzieć do samo – parsknęłam.
W ramach zemsty poczochrał moje włosy.
-Jeeej, dzięki, wcale ich nie układałam z dwadzieścia minut. - zaczęłam je w momencie poprawiać.
-Gdzie Niall ? – spytał wreszcie loczek.
-Pewnie już śpi. - rzucił od niechcenia Liam.
Nie pytając o nic, Harry usiadł na fotelu.
-To może trzeba jakoś uczcić wasz powrót do siebie – odezwał się Zayn, gdy Louis akurat do nas przyszedł.
-Ja może lepiej wrócę, dopiero co pogodziłam się z Perrie i nie chcę jej od razu zostawiać.
-O nic się nie martw. Zaraz po nią pojadę. - nudził Zayn. - No nie daj się prosić.
Spojrzałam niepewnie na Louisa. Jego mina była jeszcze gorsza niż ta Zayna. Zaśmiałam się melodyjnie.
-Ok, skoro już tak błaaagasz.
Wyszczerzył się.
Poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu.
-Fajnie, że zostajesz – wymruczał mi do ucha.
Uśmiechnęłam się lekko, a dreszcze przebiegły po moim ciele.
Staliśmy tak w objęciach, kiedy po schodach zszedł Niall. Wszystkie oczy nagle skierowane były w jego stronę. On jakby nie zwracając na nas uwagi, powędrował do kuchni i nalał sobie do szklanki wody. Wziął ją i znów skierował się na górę.
-Hej – zatrzymał go Louis. - Zostań z nami. Będzie impreza.
-Nie, ja pójdę do siebie. Bawcie się dobrze.
-No daj spokój stary – wtrącił się Harry – Impreza bez ciebie się nie uda.
Blondyn jakby się wahał.
Wyrwałam się z objęć Louisa i doskoczyłam do irlandczyka.
-Niall, prooooszę – spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Byłoby głupio gdybyśmy my tu się śmiali i imprezowali, podczas gdy on siedziałby sam w swoim pokoju.
Jego oczy rozbłysły i czułam jak powoli mięknie. Wreszcie pokazał mi jeden ze swoich przeuroczych uśmiechów i skinął głową.
-Jeeej – krzyknęłam z zadowolenia.
Zawiesiłam rękę na jego ramieniu.
-No to skarbie, imprezę czas zacząć – słysząc to chłopak rozpromienił się jeszcze bardziej.

Byłam szczęśliwa, że udało mi się przywrócić mu dobry humor.








________________________________________________________________________________
Ok, więc bardzo spieszyłam się, żeby dodać rozdział jeszcze dzisiaj. Długo to zajęło, ale nie zależy to ode mnie tylko od was i waszych komentarzy <3 Piszę dla was, więc bardzo zależy mi na waszej opinii. Jeśli mielibyście jakieś propozycje co do zmiany bloga to śmiało :)
Ogólnie cieszę się, że pojawiło się 14 kom :3


Nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona z tego rozdziału. Znowu wyobrażałam sobie go trochę inaczej :/ BTW mam nadzieję, że czytacie, i że wam się chociaż trochę spodoba :*




16 kom = NEXT ♥

środa, 18 września 2013

Moja wina ... ?

Rozdział 22













Zatrzymałam się przy pobliskim sklepie. Postanowiłam do niego wejść i kupić czekoladę. Zawsze gdy się denerwowałam, jadłam coś słodkiego. Popchnęłam przeszklone drzwi i weszłam do środka. Bez mówienia „dzień dobry” powędrowałam głębiej w poszukiwaniu działu ze słodkościami. Gdy wreszcie go znalazłam, sięgnęłam po czekoladę z orzechami i skierowałam się do kasy. Była dość spora kolejka. Przeniosłam ciężar ciała na prawą nogę wpatrując się w przestrzeń. Do moich uszu doszła piosenka nie kogo innego jak One Direction. O ironio ! Czułam się jak w jakimś cholernym filmie. Stukając z niecierpliwości nogą, obserwowałam pomniejszającą się kolejkę. Gdy wreszcie nadeszła moja kolej na płacenie, wygrzebałam z kieszeni drobne, które miałam wcześniej przekazać Perrie na kawę. Wręczyłam pieniądze kasjerce i wyszłam ze sklepu. W momencie gdy drzwi się za mną zamknęły, mój telefon zabrzęczał. Powoli wyjęłam komórkę z kieszeni. Widząc, że to tylko Pezz, odebrałam od razu.
-Tak ? - spytałam obojętnie.
-Gdzie jesteś ? Musimy pogadać. - oznajmiła.
-Emmm w chwili obecnej przed jakimś sklepem spożywczym. - rozejrzałam się.
-A dokładniej ? - nalegała.
-Nie wiem co to za ulica.
-Ok nieważne. - westchnęła – Spotkajmy się w parku za 20 minut. - rzuciła po czym przerwała połączenie.
Schowałam z powrotem telefon, kierując się do parku. Miała zdenerwowany głos. Może to Louis namawiał ją, żeby ze mną porozmawiała. Jeśli tak, to był skończonym idiotą myśląc, że coś tym wskóra. Szłam dalej próbując oczyścić moją głowę ze wszystkich myśli.
Zanim się zorientowałam stałam przy wejściu do parku. Perrie już tam była. Nie dziwić się, że dotarła wcześniej skoro przyjechała autem. Uśmiechnęłam się lekko, ale mina zrzedła mi w momencie gdy zobaczyłam jej poważny wyraz twarzy.
-Hej – rzuciłam nieśmiało.
-Hej. - odchrząknęła. - Dlaczego uciekłaś ? - wyskoczyła od razu z pytaniem.
-Nie mogłam tam tak po prostu stać i patrzeć mu w oczy. - spuściłam głowę.
-Ponieważ ? - kątem oka widziałam jak krzyżuje ręce na klatce piersiowej.
-Po tym jak mnie kiedyś potraktował ? - otworzyłam szeroko oczy.
-Skończ z tym do cholery ! - krzyknęła.
Podniosłam gwałtownie głowę słysząc jej ton głosu.
-Cały dzień wysłuchuję o tym jak ty biedna jesteś. Mam tego dość. - wyrzuciła ręce w górę – Nie chciałam nic mówić, aby nie pogarszać sytuacji, ale przestań kurwa zachowywać się jak jakaś księżniczka. Za wszystko obwiniasz Louisa, ale przyjmij wreszcie do wiadomości, że ty także jesteś winna. Robisz z siebie pieprzoną ofiarę. Znikasz nie wiadomo gdzie bez słowa, chodzisz obrażona na cały świat, a gdy on przychodzi i przeprasza, ty uciekasz znów „poszkodowana”. Cieszy cię ranienie innych ? A może po prostu podoba ci się to, że za tobą lata, co ?
-Nie – wymamrotałam cicho.
-Wiedz, że kiedyś będzie miał dość i po prostu sobie odpuści. Nie będzie czekał wiecznie ! Pomyśl zanim drugi raz postanowisz kogoś zranić.
-Wszyscy się na mnie uwzięliście ! Odwalcie się od mojego życia. Nikt nie będzie mi mówił co mam robić, a już na pewno nie taka suka jak ty ! - wywrzeszczałam jej prosto w twarz.
Dopiero widząc łzy w jej oczach, zorientowałam się co tak naprawdę powiedziałam. Zakryłam usta dłonią wpatrując się w nią z poczuciem winy.
-Pezz ja nie miałam tego na myśli. - zaczęłam ją przepraszać mając nadzieję, że nie wzięła sobie tego do siebie.
Chciałam mówić dalej, ale dziewczyna uciszyła mnie lekkim gestem kręcąc głową.
-I ty się dziwisz, że wszyscy od ciebie odchodzą. Któregoś dnia naprawdę zostaniesz sama. - wydukała tylko przez łzy i pobiegła prosto do swojego auta.
Stałam osłupiała nie wiedząc jak mam zareagować. Biec za nią ? Ale po co. Pewnie i tak już mnie nienawidzi.
Trzęsącą ręką przeczesałam włosy. Nie było sensu wracać do studia.
Niepewnym krokiem skierowałam się do mojego tymczasowego domu. Kręciło mi się w głowie od natłoku myśli. Jakaś cząstka mnie wiedziała, że Perrie miała rację. Nie powiedziałam Louisowi o listach, żeby go chronić ( przynajmniej tak mi się wydawało ) a on odebrał to jako brak zaufania. Wiem, że chodzi też o to co mu powiedziałam i nie mam wytłumaczenia. Byłam tak zaślepiona tym całym strachem, że nie zważałam uwagi na to czy kogoś zranię czy nie.

Dlaczego tak właściwie uwierzyłam w te groźby ? Sama nie wiem. Faktem jest to, że jestem bardzo przewrażliwiona i nigdy nie spotkałam się z czymś takim, a może to po prostu skutek przesadnego oglądania filmów kryminalnych. Zaśmiałam się pod nosem sama ze swojej głupoty.
Po długim marszu dotarłam na miejsce. Stanęłam przed drzwiami. Przypominając sobie, że wszystkie moje rzeczy zostały w studiu, donośnie zapukałam. W momencie, gdy drzwi się otworzyły, ja rozkleiłam się i trzęsącym głosem zdołałam tylko powiedzieć :
-Wszyscy mnie nienawidzą. - przymknęłam oczy pozwalając strumieniowi łez spokojnie spływać po moich policzkach.












Oczami Louisa


Próbowałem zachować spokój, ale tak naprawdę rozsadzało mnie od środka. Co zrobiłem źle ? Nie rozumiałem już niczego. Dlaczego ona się tak zachowywała ? Pokłóciliśmy się o idiotyczne listy. Prawdę mówiąc miałem dzisiaj nadzieję, że mi wybaczy. Chociaż czemu to ja miałem przepraszać ? W końcu to wszystko jej wina. Z zamyślenia wyrwał mnie ochroniarz.
-Panie Tomlinson, możemy już iść ? - spytał grubym głosem.
Skinąłem tylko głową i podążyłem za nim. Przed studiem zebrało się trochę fanek, więc na szybkiego zrobiłem sobie z paroma zdjęcie i wsiadłem do auta z przyciemnianymi szybami. Usadowiłem się wygodnie na tylnym siedzeniu i oparłem głowę o nagłówek. Zamknąłem oczy ciężko wzdychając. Miałem ochotę wysiąść z tego samochodu, stanąć na środku jezdni i po prostu zacząć krzyczeć na cały głos.
Myślałem o naszym pierwszym spotkaniu po latach. Co by się stało gdybym wtedy nie spóźnił się na spotkanie i nie poszedł parkiem na skróty. Nadal nie wiedzielibyśmy o tym, że mieszkamy w jednym mieście. Nie żałuję żadnej chwili spędzonej z nią i choćbym nie wiem jak próbował się wypierać, to nie przestanę jej kochać. Ona nigdy nie będzie mi obojętna.
Co ja powiem teraz chłopakom ? Że znowu mnie olała ? Nie chciałem, aby użalali się nade mną. Najlepiej w ogóle nie będę się do nich odzywał.
-Jesteśmy na miejscu. - oznajmił kierowca.
Bez żadnego słowa chwyciłem za klamkę i ruszyłem w stronę willi. Gdy tylko przekroczyłem próg domu zostałem zasypany pytaniami.
-I co, była tam ? Pogodziliście się ? Jak to zrobiłeś ? - paplał Harry, gdy tylko mnie zobaczył.
-Emm nooo było ok. - odrzekłem i skierowałem się na górę.
-Ej, gdzie idziesz ? - zatrzymał mnie głos Liama.
-Do siebie ? - zatrzymałem się na chwilę odwracając głowę.
-Sory stary, ale zaraz wyjeżdżamy na kolejne spotkanie z fanami.
Przymknąłem oczy zaciskając szczękę. Nie byłem w nastroju do wychodzenia gdziekolwiek.
-Możecie iść beze mnie. - wymamrotałem.
-Chyba sobie kpisz. - oburzył się Zayn – Przypominam, że twoim obowiązkiem jest chodzenie i spotykanie się z osobami, które sprawiły, że wydaliśmy płytę i jedziemy w trasę koncertową. - podniósł głos.
Stałem w bezruchu, trawiąc powoli jego słowa. Po chwili pokiwałem tylko lekko głową i poszedłem do pokoju. Usiadłem na brzegu łóżka i spuściłem głowę wpatrując się w małą plamę na podłodze. Przeczesałem dłonią włosy ciągnąc je lekko za końcówki.
Wyprostowałem się i sięgnąłem po laptopa leżącego tuż obok mnie. Włączyłem go, cierpliwie czekając aż się załaduje. Gdy wreszcie zamknąłem wszystkie zbędne okna, otworzyłem internet i wszedłem na twittera. Wciąż nie mogłem się przyzwyczaić, że ludzie na avatarach mieli zdjęcia moje i chłopaków. To było dziwne. Pozwoliłem sobie poczytać parę rzeczy na mój temat. To trochę przerażające, że ludzie wiedzą dokładnie o której i w jakim miejscu byłem. Już pojawiły się zdjęcia z mojego dzisiejszego wypadu do studia dziewczyn.
W sumie nie działo się nic ciekawego, więc zamknąłem klapę laptopa i zszedłem na dół do chłopaków. Wiedziałem, że ciśnie im się na usta milion pytań, ale byłem wdzięczny, że o nic już nie pytali. Mój brzuch przypominał mi, że nie jadłem nic od dłuższego czasu, więc podszedłem do lodówki. Na szczęście okazało się, że była pełna. Dobrze, że chłopcy pomyśleli o zakupach. Wyjąwszy parę jajek, zatrzasnąłem lodówkę. Rozgrzałem patelnię i rozbiłem jajka. Gdy się już ścięły nałożyłem jajecznicę na talerz i siadłem w salonie z chłopakami. Atmosfera robiła się coraz luźniejsza. Wsunąłem całe jedzenie w momencie. Spojrzałem na chłopaków. Wpatrywali się we mnie bez słowa. Postanowiłem, więc ich zignorować. Wstałem z miejsca i ruszyłem do zmywarki, wkładając do niej brudny talerz. Prostując się, powędrowałem do przedpokoju i włożyłem buty. Stanąłem pod ścianą znów patrząc się na chłopców.
-No co jest ? Idziemy czy nie ? - skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej. - Co tak patrzycie ? Ponoć się spieszymy.
-Tak no, spieszymy się. - bąknął Niall.
Nic nie mówiąc, wszyscy zebrali się. Po ich minach mogłem stwierdzić, ze byli zaskoczeni nagłą zmianą mojego zachowania. No, ale prawdą jest, że faktycznie ostatnio miałem humory niczym kobieta w ciąży. Zaśmiałem się pod nosem z tego porównania.



Godzinę później już siedzieliśmy na krzesłach w środku ogromnej sali. Za parę minut ochrona miała wpuścić fanki. Byliśmy bardzo podekscytowani, zresztą jak za każdym razem, gdy spotykaliśmy się z direciotners, a jak to chłopcy lubili nazywać je „naszymi dziewczynami”. Nawet ja uważałem, że to cholernie słodkie.
Spojrzałem na siedzącego tuż obok mnie Nialla. Chłopak jak zwykle z czegoś się śmiał.
-Co cię tak bawi ? - uniosłem brwi.
-Ty – parsknął po czym znów wybuchł panicznym śmiechem.
-Stary, co z tobą jest nie tak ? - spytałem tym razem bardziej zaciekawiony.
-No nie mogę, Louis przestań – udało mu się tylko wydusić.
Z wymalowanym znakiem zapytania na twarzy, pokręciłem głową z dezaprobatą.
-Gotowi ? - spytał Liam, widząc jak ochroniarz chwyta za klamkę od wielkich drzwi.
Skinęliśmy kolejno głowami.
-Zaczynamy – westchnąłem i przykleiłem do twarzy szeroki uśmiech.
Drzwi zostały otworzone, a fanki przebiegły przez próg w momencie. Okrążyły stół przy, którym siedzieliśmy. Krzyczały nasze imiona. Chaos jednak nie trwał długo, ponieważ ochroniarze bardzo szybko ustawili tłum w ładnej kolejce. Każda fanka po kolei podchodziła do nas, a my podpisywaliśmy się na przeróżnych zdjęciach, zeszytach no i oczywiście na płytach. Niektóre wręczały nam nawet „skromne” podarki. Jeden szczególnie mnie zaskoczył.
-Hej Louis – zaćwierkała niewysoka blondynka. Na oko mógłbym dać jej
16/17 lat. - Weź to – wyciągnęłam do mnie dłoń, w której trzymała małe pudełeczko. - To dla Emily. Przekaż jej to proszę – rzekła i odeszła. To dziwne. Pierwsza osoba, która nie prosiła o żaden autograf. Nie mogłem jednak rozmyślać nad tym dłużej ponieważ kolejne dziewczyny podchodziły do nas. Wkładając prezent do kieszeni marynatki rzuciłem się w wir pracy.










Oczami Emily.


Siedziałam na łóżku wpatrując się bez wyrazu w przestrzeń. Zżerało mnie poczucie winy, przez to co dzisiaj powiedziałam Perrie. I ja się nazywam jej przyjaciółką ? Bez względu na wszystko nie powinnam tak się do niej odzywać. Stukałam palcami po kolanie, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Może powinnam zadzwonić do niej i przeprosić za wszystko.
Wciąż obwiniam wszystkich za wszystko, jakby moja kłótnia z Louisem to była ich wina. Tak naprawdę to ja zasługuję na to wszystko. Nie doceniałam obecności Louisa i tego, że byłby obok mnie choćby nie wiem co. Ja, chyba robiłam wszystko, żeby go od siebie odtrącić. Za wszelką cenę próbowałam udowodnić, że jest taki sam jak inni. Ale on taki nie jest. Zawsze był wyjątkowy. Te wszystkie cierpienia to moja wina. Ja ranię wszystkich wokół. Jestem jakimś chodzącym nieszczęściem.
Znów moje ciało przejęły dreszcze, a strużki słonego płynu, zaczęły wydostawać się z moich oczu. Położyłam się bokiem na łóżku chcąc zatopić się w miękkiej pościeli.
-Emily, wszystko w porządku ? - usłyszałam głos zza drzwi.
No tak, przypomniałam sobie, że nie jestem u siebie. Co ja tak naprawdę robiłam w jej domu ?
Skuliłam się jeszcze bardziej, nie odpowiadając jej ani słowem.








Oczami Louisa



-Jeszcze raz dziękujemy za przybycie. - krzyknął Liam.
-Widzimy się na koncertach. - dopowiedział Niall.
Pomachaliśmy wszyscy fanom, uważnie obserwując jak wychodzą z pomieszczenia. Po chwili zostaliśmy tylko my. Wyszliśmy tylnym wyjściem i poszliśmy prosto do auta.
-To było świetne. - sprostował Zayn.
-Noo, a pomyślcie sobie co będzie na koncertach. Kompletne szaleństwo. - uśmiechnąłem się widząc przed oczami obraz groma fanek śpiewających nasze piosenki na widowni. Coś niesamowitego.
-Oj chłopaki czeka nas coś wielkiego. Jestem pewny. - pokiwał głową Niall.
Nikt już nie odpowiedział. Każdy chyba myślał w tej chwili o tym jak to wszystko będzie wyglądać.





Po 30 minutach znaleźliśmy się już w domu. Było już późne popołudnie, ale żaden z nas nigdzie nie wychodził. Harry trochę źle się czuł, więc od razu poszedł położyć się do swojego pokoju. Ja i cała reszta, rozsiadła się wygodnie w salonie.
-No to co robimy chłopaki ? - spytał już lekko znudzony Liam.
-No nie wiem, jakiś film ? - zaproponował Zayn.
-Znowu ? Już chyba oglądnęliśmy wszystko co się dało. - zamarudził Niall.
Podczas gdy chłopcy planowali co będziemy robić, ja przypomniałem sobie o prezencie od fanki. Sięgnąłem ręką do kieszeni marynarki i wyjąłem nieduże hebanowe pudełeczko. Okręciłem je kilka razy, po czym otworzyłem. Na malutkiej, ciemnej poduszeczce spoczywał drobny wisiorek w kształcie dwóch serc złączonych ze sobą. W środku jednego znajdowała się literka „E”, a w drugim litera „L”. Niby strasznie oklepany pomysł, ale fakt, że wręczyła mi go fanka był niezwykle uroczy. Dotknąłem go lekko, jakbym bał się, że zniszczę go jednym ruchem.
-Co tam masz ? - zaczepił mnie Niall.
-Prezent od fanki. - chyba ta odpowiedź ich zadowoliła bo znów wrócili do wmyślania planów na dzisiaj. Tak jak podejrzewałem, skończyło się tylko na wspólnej grze na konsoli. Włożyłem więc pudełko z powrotem to kieszeni i zaangażowałem się w grę.
Na samym początku grał Liam z Zaynem, więc ja z Niallem siedzieliśmy na kanapie uważnie obserwując małych piłkarzy, którymi kierowali chłopcy.
-No więc – zaczął blondyn – Jak tam stoją sprawy między tobą, a Em ? - zapytał nieśmiało.
Westchnąłem przeciągle nie odrywając wzroku od ekranu telewizora.
-Stoją w miejscu. - odrzekłem tylko.
-Czyli dzisiejsza rozmowa nie poszła najlepiej ? - dopytywał się dalej.
Przełknąłem głośno ślinę.
-Myślałem, że wszystko idzie dobrze, a ona nagle odeszła. Nie rozumiem. - mamrotałem niezrozumiale.
Ku mojemu zaskoczeniu chłopak pokiwał tylko głową ze zrozumieniem.
-Wiesz ja chyba pójdę już na górę. - odezwałem się nagle.
-Czemu ? Powiedziałem coś nie tak ? - spojrzał na mnie niepewnie.
-Nie, nie. Chciałbym tylko przemyśleć parę rzeczy w samotności. Zejdę do was jeszcze później. - rzuciłem i wyszedłem na górę. Zamiast jednak iść do mojego pokoju, wszedłem za drzwi obok. Zobaczyłem chłopaka leżącego bokiem na łóżku.
-Harry ? - wyszeptałem nie wiedząc czy śpi.
Gdy nie uzyskałem żadnej odpowiedzi od niego, podszedłem bliżej jego łóżka i usiadłem tuż przy nim. Harry miał zamknięte oczy i cicho pochrapywał.
-W sumie nie wiem dlaczego do ciebie przyszedłem. - odezwałem się i widząc, że ten nawet nie drgnął postanowiłem kontynuować. - Może dlatego, że to ty zawsze pomagałeś mi z dziewczynami. Bo widzisz, nie wiem co mam zrobić. Dzisiejsza rozmowa z Emily przebiegała dobrze i gdy myślałem, że wszystko się ułoży ona nagle odeszła. Cały dzień zastanawiałem się czy zrobiłem coś nie tak. Wiem co o tym wszystkim sądzicie, chociaż nie mówicie tego na głos. Uważacie, że to jej wina, a ja jestem skończonym idiotą, że latam za nią i na dodatek przepraszam, ale ja po prostu nie umiem inaczej. Zrobiłbym wszystko byleby móc znowu mieć ją przy sobie. - bawiłem się krzyżykiem na moim łańcuszku. - A najgorsza w tym wszystkim jest ta niepewność. Może ona po prostu mnie już nie kocha i dlatego cały czas się ukrywa. Może to ze mną jest coś nie tak. Najpierw Alex, która mnie zdradziła, a teraz Emily, która nie chce mieć ze mną nic wspólnego. - spuściłem głowę, zdając sobie sprawę z tego, że praktycznie mówię sam do siebie.
Spojrzałem w bok na śpiącego Harry'ego. Wyglądał tak spokojnie. Bezwiednie moja ręka powędrowała w stronę jego leków. Okręciłem sobie jednego wokół palca.
Co ja bym zrobił bez tych chłopaków. Co bym zrobił bez Harry'ego ? Ten chłopak w ciągu roku, zrobił dla mnie więcej niż ktokolwiek przez całe moje życie.
Odsunąłem moją rękę i wstałem na równe nogi. Już miałem ruszać do wyjścia, gdy usłyszałem za sobą mruk chłopaka. Spojrzałem na niego.
-Louis ? - odezwał się zachrypniętym głosem.
Był odwrócony twarzą do mnie. Podszedłem do niego pospiesznie i położyłem moją dłoń na jego ramieniu.
-Śpij Harry. - wyszeptałem na co ten pokiwał tylko głową i przymknął powieki. Nie czekając dłużej wyszedłem pospiesznie i skierowałem się do swojej sypialni.












Leżałem na łóżku obracając palcami lśniące serduszka. Tak pięknie błyszczały w świetle zachodzącego słońca. Wpatrywałem się w nie niczym zaczarowany. Ciekawy byłem, czy będę miał szansę wręczyć jej kiedyś ten drobiazg. Na pewno by się ucieszyła.
Nagle podskoczyłem przestraszony słysząc głośne buczenie mojego telefonu. Szybko sięgnąłem do kieszeni, wyciągając komórkę. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałem.
-Twoja dziewczyna jest u mnie w domu. Radzę ci tu szybko przyjechać. - usłyszałem spokojny kobiecy głos.

Otworzyłem szeroko oczy, nie wiedząc jak mam zareagować.










_______________________________________________________________________________
Od razu strasznie przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale sami rozumiecie, że szkoła się
zaczęła i nie mam już tyle czasu co przedtem : / Za wszelką cenę chciałam dodać dzisiaj ten rozdział, więc
przepraszam za wszelakie błędy. Nie jest on za dobry. Pierwszy raz tak źle mi szło pisanie. Nie wiedziałam
dosłownie czym go zapełnić :c
Jeśli chodzi o sytuację z tym "dlaczego Louis przeprasza skoro ona jest winna" to spokojnie ;) O to w tym wszystkim chodzi :D
Tak wgl to dziękuję za komentarze ♥_♥


14kom=Next

A i obiecuję, że następny pojawi się dużooo szybciej niż ten :) xoxo

sobota, 7 września 2013

Proszę Państwa, ONE DIRECTION !

Rozdział 21





      
       Oczami Louisa



-Louis ! - dobiegły do mnie różne głosy.
Zacząłem wiercić się na łóżku.
-Wstawaj stary – i znów te krzyki.
-Dajcie mi spokój – wymruczałem nie otwierając oczu.
-Nie dzisiaj. Za 20 minut mamy wywiad, a ty jeszcze w łóżku – rozpoznałem głos Harry'ego.
-Poczekają – odwróciłem się na drugi bok.
-Chyba nie chcesz, żeby coś wylądowało na tobie w całości – zagroził mi.
Już miałem pytać o co chodzi, lecz zanim zdążyłem otworzyć usta, poczułem na mojej skórze lodowate kropelki jakiejś cieczy.
W momencie uniosłem powieki i ujrzałem nad sobą rozbawione twarze Harry'ego i Nialla.
-Ani mi się waż – warknąłem podnosząc się na rękach.
-Masz 5 sekund, żeby wstać – zarechotał Niall.
-Ok ok, wstaję. - zerwałem się z łóżka i pobiegłem do łazienki słysząc za sobą tylko śmiechy chłopaków.
Opłukałem twarz letnią wodą i umyłem zęby. Po paru minutach zaburczało mi w brzuchu. Założyłem więc na siebie dżinsy i zwykły T-shirt, po czym zszedłem na dół. Na stoliku w salonie porozrzucane były przeróżne odżywki, grzebienie i inne rzeczy do włosów. Wszedłem głębiej do pomieszczenia i zobaczyłem Lou siłującą się z włosami Harry'ego.
-Hej Lou – rzuciłem tylko i wszedłem do kuchni. Zanim zdążyłem otworzyć lodówkę, ktoś odciągnął mnie od niej wpychając z powrotem do salonu. Ku mojemu zdziwieniu była to nasza stylistka.
-Co robisz ? Jestem głodny. - zacząłem marudzić.
-Trzeba było wstać wcześniej – oburzona posadziła mnie na krześle – Zjesz po drodze, a teraz muszę się tobą zająć.
Westchnąłem przeciągle. Cóż mogłem poradzić, kobietą się nie odmawia.
-Coś ty robił z tymi włosami. Nie mogę ich rozczesać – zaczęła zrzędzić.
-Myłem ? - parsknąłem cicho.
-Bez żartów Tomlinson – ostrzegła wbijając mi grzebień do głowy.
-Za co to ? - zawyłem.
-Za bycie idiotą. - odgryzła się.
Pokręciłem głową lekko wzdychając.


Po dłuższej chwili, wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia. Auto stało już pod domem. Zdążyłem porwać tylko jogurt i wsiadłem do samochodu.
Gdy siedzieliśmy w środku Zayn zabrał nagle głos.
-Wiecie, że to będzie wywiad na żywo ?
-Co ty ? - Liam wytrzeszczył oczy.
-Cholera, trzeba uważać w takim razie na to, co się mówi.
-Tak, cholera – powtórzyłem tylko oblizując wieczko jogurtu.








                                                                Godzinę później




-W dzisiejszym show przeprowadzimy wywiad z zespołem, który zawładnął sercami miliona nastolatek. Proszę Państwa One Direction ! - wykrzyczała prezenterka.
W pełni gotowi weszliśmy na mini scenę witając się z niewysoką kobietą o blond włosach sięgających jej do ramion. Po chwili siedzieliśmy już wszyscy na ogromnej kanapie.



-Witam was chłopcy – uśmiechnęła się życzliwie.
-Hej. - odpowiedzieliśmy chórem.
-Cieszę się, że znaleźliście dla mnie czas. Ostatnio zbyt wiele go nie macie. Właśnie wyszła wasza nowa płyta, czy chcielibyście powiedzieć o niej parę słów ?
-Tak, ta płyta jest wyjątkowa w końcu to nasz debiutancki album – zaśmiał się miękko Liam.
-Ciężko przy nim pracowaliśmy, ale było warto. Z resztą to naprawdę wiele zabawy.
-No właśnie, wiele się słyszy o waszych wygłupach w studio. - spojrzała na nas znacząco.
Wybuchliśmy śmiechem.
-Śmiechu jest zawsze co niemiara – uśmiechnąłem się lekko – Na przykład Liam ma tendencje do ściągania nam spodni, podczas nagrywania. - moja wypowiedź wywołała wielki uśmiech na twarzy prezenterki oraz gromki śmiech publiczności.
-Myślę, że wiele dziewczyn chciałoby być obecnym przy takich momentach. A mówiąc już o fankach, czy przyzwyczailiście się do ciągłego pisku i tego, że nie możecie poruszać się swobodnie po ulicach ?
-Myślę, że do tego nie da się przyzwyczaić – zaczął Niall – Te ciągłe wrzaski i to, że dotykają cię praktycznie wszędzie jest dość dziwne.. nie, żebym miał coś przeciwko – zaśmiał się.
-Podejrzewam, że to trochę uciążliwe na dłuższą metę – rzekła próbując nas jakoś na czymś wyłożyć.
-Absolutnie nie można powiedzieć, że nasi fani są uciążliwi. Można ich opisać w słowach szalenie fantastyczni. To niesamowite, że jeszcze przed trasą koncertową jest ich tak wiele. Cieszymy się, że są z nami od początku. - wtrącił Zayn.
-A mówiąc o początku, jakie to było uczucie, gdy dowiedzieliście się, że będziecie zespołem ?
-Było to co najmniej dziwne. Siedzieliśmy po prostu po wszystkim razem i zamiast wybierać piosenki i ćwiczyć, to my myśleliśmy o tym jak się ubrać. Pamiętam, jak Niall powiedział wtedy „Hej powinniśmy ubierać się jak Louis” - rzekł Liam naśladując irlandzki akcent blondyna.
-Taa spojrzał na moje buty i powiedział, że też chce takie nosić – wyszczerzyłem się do Horana.
-To fantastycznie, że od razu się dogadaliście. Przejdźmy dalej, jak już wszyscy wiedzą nie wygraliście X Factor, ale Simon Cowell postanowił nie opuścić was i podpisać z wami kontrakt płytowy.
-Właśnie tak. - odezwał się Harry – Szczerze, nie wiem co zrobilibyśmy gdyby nie ten człowiek. To jemu zawdzięczamy tą płytę. Dzięki niemu jesteśmy tu gdzie jesteśmy.
-Wróćmy jeszcze chwilowo do X Factor. Harry, dużo szumu w mediach narobił twój związek z Caroline Flack. Czy nie przeszkadzała ci ta różnica wieku ? Nie masz jeszcze nawet 18 lat.
Wiedziałem, że Harry był w tym momencie zakłopotany, ale nie dawał tego po sobie poznać.
-Jeśli mam być szczery to nie. Wielu ludzi nie akceptuje takich związków. Oboje od początku wiedzieliśmy w co się pakujemy i myślę, że ani jedno z nas nie żałuje. Jesteśmy teraz dobrymi przyjaciółmi.
-Rozumiem – pokiwała głową – A ty Zayn ? Spotykasz się z Perrie Edwards. Czy fakt, że oboje jesteście sławni nie przeszkadza w waszym związku ?
-Jest czasem ciężko, ale dajemy radę. Staramy się spędzić ze sobą każdą wolną chwilę. Myślę, że nasza miłość jeszcze kwitnie, ale muszę stwierdzić, że jest coraz lepiej. - mówiąc o niej Zayn zawsze rozpływał się jak masło. Dobrze wiedziałem jakie to uczucie.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos blondynki.
-Zostańcie przed telewizorami ponieważ zaraz po reklamach kontynuujemy wywiad z tą oto przeuroczą piątką.







        Oczami Emily




Siedziałam na kanapie oglądając jakieś durne programy w telewizji. Zatrzymałam się wreszcie na jednym kanale. Leciały reklamy, więc ułożyłam się wygodniej i spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Dziewczyny pisały do mnie chyba z milion razy. Wiedziałam, że nie mogę tak zawalać zespołu. Czując się winna, wybrałam numer Perrie. Po 3 sygnałach usłyszałam jej głos.
-Boże nareszcie, gdzie ty się podziewasz ? Martwimy się. Menadżer jest wściekły, a my nie mamy nagranej jeszcze piosenki. Gdzie ty do cholery jesteś ?
-Dopuść mnie pierwsze do głosu – oburzyłam się.
-Ok – mruknęła.
-Przyjadę do ciebie jeszcze dzisiaj, ale pod warunkiem, że nie powiesz nikomu oprócz Julii, że wróciłam. Nie mam zamiaru sprzeczać się teraz z chłopakami. Spokojnie, będę chodziła na próby, to że zniknęłam nie oznacza, że będę zaniedbywać pracę. - wierciłam się na miejscu, bawiąc się kosmykiem włosów.
-Jak się czujesz ? - wypaliła nagle.
-Ehmm, chyba dobrze.
-Wiesz Zayn o wszystkim mi powiedział. - powiedziała szeptem jakby był to jakiś sekret.
Westchnęłam przeciągle.
-Spodziewałam się tego. - odrzekłam.
-Powiesz mi chociaż gdzie jesteś ?
Po dłuższym zastanowieniu uznałam, że nie ma po co ukrywać prawdy. W końcu jej ufałam.
-Jesteem....
-Witamy po przerwie. Chłopcy z One Direction wciąż są tu z nami.
Podniosłam gwałtownie głowę wpatrując się w ekran jak zahipnotyzowana.
-Haloooo Emily, jesteś tam ?
-Przepraszam, oddzwonię do ciebie później. - rzuciłam tylko i wcisnęłam czerwoną słuchawkę. Wpatrywałam się w twarze chłopaków. Mimo wszystko postanowiłam nie przekręcać kanału.
-A więc wcześniej rozmawialiśmy o tobie i Perrie. - dość ładna blondynka zwróciła się do Zayna. - A co z resztą ? O Harrym już słyszeliśmy, a wy ? - spytała resztę.
-Ja jestem w związku – wyrwał się Liam.
-Ahh tak Danielle Peazer. Spotykacie się od X Factor, tak ?
-Tak. To cudowna dziewczyna. Nie mogłem wymarzyć sobie kogoś lepszego – uśmiechnął się słodko.
-Życzę szczęścia – dopowiedziała – Niall, wciąż jesteś samotny, prawda ?
-Bycie singlem, a bycie samotnym mają dwa różne znaczenia. Fakt, że nie mam dziewczyny, wcale mi nie przeszkadza.
-To znaczy, że nie szukasz na razie drugiej połówki ?
-Myślę, że po prostu któregoś dnia sama przyjdzie – sprostował.
-No i na koniec sprawa, która z pewnością ciekawi nie tylko mnie. Louis, dużo ostatnio się mówi o twoich rozterkach miłosnych. Powiedz wreszcie, czy to prawda, że jesteś teraz w nowym szczęśliwym związku z Emily White ? - zaszczebiotała prezenterka.
Louis nie wydawał się być zdenerwowany. Cicho westchnął i spojrzał prosto w kamerę.
-Nie wiem czy można nas nazwać parą. - rzekł niepewnie.
-Czy coś się stało ? - przebiegła kobieta od razu zaczęła zadawać pytania. - Możesz powiedzieć. - zapewniała go.
Widać było, że poważnie zastanawiał się czy odpowiadać.
-Ostatnio po prostu zachowałem się bardzo dziecinnie i głupio co zniszczyło pewne rzeczy.
-Przeprosiłeś ? - spytała.
-Nie miałem szansy, ale i tak niewiele by to zmieniło. - zakończył, a publiczność zrobiła przeciągłe „ooooo
Kobieta widząc, że nic więcej z niego nie wyciągnie, pokiwała tylko głową.
-Jeszcze raz dziękuję za poświęcenie mi czasu. - wstała przytulając każdego po kolei i zwróciła się do kamery – A my widzimy się jutro. Będziemy gościć osobę specjalną. Kim ona jest ? Dowiecie się w naszym jutrzejszym show. Do zobaczenia. - pomachała wraz z chłopakami.
Wypuściłam powietrze, nie zdając sobie sprawy, że wstrzymywałam oddech tak długo. Czy on chciał mnie przeprosić ? Cóż, trudno. Nie miałam zamiaru lecieć do niego teraz. Co miałabym niby wtedy zrobić ? Wpaść mu w ramiona i powiedzieć jak bardzo tęsknię ? Sama przeprosić za moją naiwność ? Jasne mogłabym, ale nie po to uciekałam, żeby teraz wracać skruszona. Ległam z powrotem wygodnie na łóżku. Przymknęłam oczy, próbując nie myśleć już o tym wszystkim.










      Oczami Louisa



-Mogło być gorzej - wyszczerzył się Harry.
-Taaak. - mruknąłem.
-Chodzi o Emily ?
-Wiesz jak mi było głupio, gdy spytała czy jesteśmy parą ? Czułem się jak idiota tłumacząc czemu nie jesteśmy razem. - fuknąłem.
-Wiem stary. - pokiwał tylko głową.
Nagle sobie o czymś przypomniałem.
-Hej Zayn – krzyknąłem do niego.
Kiwnął głową dając mi znak, żebym mówił.
-Kiedy dziewczyny mają próbę ?
Chłopak lekko się zmieszał słysząc to pytanie.
-Emm no rozmawiałem z Perrie.. - przerwał.
-I ? - chciałem by kontynuował.
Podrapał się ręką po karku.
-Wiesz dzisiaj o 17 mają być w studiu, ale..
-Dzięki – przerwałem mu i poszedłem przodem.












Siedzieliśmy z chłopakami w salonie. Dochodziła już 15, a my po prosu nic nie robiliśmy.
-Ktoś jeszcze chce kanapki ? - krzyknął Liam z kuchni.
-Ja ! - krzyknęliśmy chórem z Niallem.
-Ok ok. - odkrzyknął Payne.
-Więc – zaczął Zayn – Idziesz dzisiaj na ich próbę ? - upewniał się.
-Tak. - odpowiedziałem bez namysłu.
-Cholera – syknął pod nosem.
-Co ? O co chodzi ? - zaalarmowany podniosłem głowę.
-Miałem po prostu nie mówić ci o niczym. - przeczesał swoje włosy dłonią.
-Spokojnie, nie będzie miała ci tego za złe.
Skinął tylko lekko głową.
-Jedzenie – zawył Liam wnosząc tacę pełną kolorowych kanapek.
Wszyscy ponownie się na nie rzucili. W mgnieniu oka taca była prawie pusta. Została tylko jedna kanapka.
-Moja – krzyknęliśmy w tym samym czasie z Niallem, po czym porwaliśmy się do przodu. Odepchnąłem go na bok chwytają „zdobycz” w swoje ręce. Moje oczy się zaświeciły i już miałem ją ugryźć gdy blondyn skoczył na moje plecy. W momencie zaskoczenia, irlandczyk odebrał mi jedzenie szyderczo się śmiejąc.
-Teraz moja. - pomachał mi nią przed nosem.
-Już nie – oznajmił Liam wyszarpując mu kanapkę. Zanim którykolwiek z nas zareagował, to chłopak pochłonął ją w całości.
-Eeeej – pisnął Niall.
-Ja zrobiłem, ja jem. - wzruszył ramionami i usiadł na kanapie.
Spojrzeliśmy po sobie porozumiewawczo z Horanem i po 3 sekundach leżeliśmy już na Liamie „bijąc go”.
-Dobra skończcie. - krzyknął po chwili.
-Przeproś – ostrzegłem.
-Przepraszam nooo. - poddał się.
Z satysfakcją wymalowaną na twarzy wstaliśmy z niego. Spojrzałem na zegarek była 15:30.
-Sory chłopaki, ale ja już się zbieram. Także no, Liam miło było. - prychnąłem i wybiegłem po schodach na górę. Wszedłem do łazienki i poszedłem prosto pod prysznic. Podczas gdy gorąca woda spływała po moim ciele, ja myślałem nad tym co powiem Emily. Spojrzałem po sobie. Moja skóra była już całą czerwona. Zakręcając wodę, owinąłem się ręcznikiem i wyszedłem z kabiny. Stanąłem przed lustrem wpatrując się w swoje odbicie.
-Tylko nie spieprz tego tym razem. - rzekłem sam do siebie.
Wysuszyłem szybko włosy i skierowałem się do mojego pokoju. Wyjąłem z szafy czarne rurki i biały T-shirt. Psiknąłem się perfumami i ostatni raz rzuciłem okiem na mój wygląd w lustrze.
-Nieźle. - uśmiechnąłem się.
Obróciłem się na pięcie po czym zbiegłem na dół.
-No, no jak się odstrzelił. - rzucił z aprobatą Niall.
Zmarszczyłem brwi, udając, że nie wiem o co chodzi.
-No pokaż mi się tu, ty mój przystojniaku. - zawył Harry wysokim głosikiem wychodząc z kuchni. - No, nareszcie wyglądasz poważnie.
-Co masz na myśli ? - przekrzywiłem lekko głowę.
-No wiesz szelki, bluzki w paski i te sprawy ?
-Co masz do czerwonych spodni, szelek i pasków ? - podniosłem głos z udawanym oburzeniem.
-Nic nic – podniósł ręce w geście obronnym.
-Nie ważne. - rzuciłem machając ręką.
-Dobra idź i zawalcz o tą dziewczynę. - uśmiechnął się i klepnął mnie w pośladki.
Zaśmiałem się i poszedłem włożyć buty.
-Do zobaczenia chłopaki. - krzyknąłem chwytając kluczyki od auta.
Wyszedłem na podjazd i wsiadłem do samochodu. Wykonując wszystkie ważne czynności, odpaliłem auto i radośnie pojechałem do studia. Po upływie parunastu minut dotarłem na miejsce. Wyjąłem kluczyki ze stacyjki i wysiadłem z auta. Spojrzałem na zegarek, było trochę po 17. Spojrzałem na wysoki budynek przeciągle wzdychając. Miałem tylko nadzieję, że tam będzie. Po paru minutach postanowiłem wejść wreszcie do środka. Byłem już tu więc droga do studia nie sprawiła mi trudności. Stanąłem przed drzwiami do środka, słysząc śpiewy dochodzące z wewnątrz pomieszczenia.
Chciałem właśnie pociągnąć za klamkę, ale usłyszałem pojedynczy głos Emily. Taki czysty i melodyjny. Nagle cała moje pewność siebie i odwaga wyparowały. Oparłem się o ścianę i usiadłem na podłodze wsłuchując się w ten przepiękny dźwięk. To niesamowite jak działał na mnie sam jej głos.
Po dłuższej chwili muzyka przestała grać.
-Chcecie kawy ? - odezwała się Perrie.
-Jasne. - odpowiedziała jej Julia.
W tym samym momencie zobaczyłem jak drzwi się otwierają. No to wpadłem. Dziewczyna chyba spostrzegła mnie bo podskoczyła przestraszona, gdy tylko skierowała swój wzrok na mnie.
-Co ty tutaj robisz ? - syknęła.
Miała szeroko otwarte oczy.
-Słuchaj musisz stąd odejść, zanim Emily... - zaczęła, ale przerwała widząc, że drzwi otwierają się ponownie.
-Pezz zapomniałaś pieniędzy. - rzekła wystawiając do niej rękę z drobnymi. - Co jest ? - spytała i podążyła za jej wzrokiem. Emily gwałtownie nabrała powietrza do płuc.
-Cześć.
Cześć ? Tylko tyle dałeś rady powiedzieć ty idioto ?
-To ja was może zostawię samych. - powiedziała Perrie, po czym skierowała się na dół.
Nastąpiła niezręczna cisza. Podniosłem się i stanąłem na równe nogi. Jej oczy wręcz wypalały we mnie dziurę.
-Wiem, że nie chcesz ze mną rozmawiać, ale błagam daj mi chociaż chwilę, żebym mógł się wytłumaczyć. - powiedziałem błagalnym tonem.
Skinęła ledwie zauważalnie głową.
-Masz 5 minut. - rzekła beznamiętnie.
-Będziemy tu rozmawiać ? Na korytarzu ? - spytałem niepewnie.
-Czas ci ucieka. - skrzyżowała ręce na piersi i przerzuciła ciężar ciała na drugą nogę.
-Słuchaj, wiem, że zachowałem się jak skończony kretyn i to co zrobiłem było straszne. Wiem także, że nie wybaczysz mi tak łatwo, ale będę się starał.
Emily unikała mojego wzroku.
Z narastającej we mnie frustracji przetarłem mocno ręką po twarzy.
-Przepraszam za moje zachowanie i to, że potraktowałem cię jak kawałek szmaty. - ciągnąłem.
Dalej miała spuszczoną głowę i wciąż szurała butem o podłogę. Często to robiła, gdy była zdenerwowana.
-Proszę spójrz mi w oczy. - wyszeptałem i chwyciłem lekko jej podbródek, zmuszając ją tym samym by na mnie spojrzała.
Łagodnie wpatrywałem się w jej zielono-błękitne oczy. Nie mogłem rozszyfrować jej wyrazu twarzy.
-Przepraszam, że cię skrzywdziłem. - pierwszy raz od naszego spotkania zauważyłem w niej jakiekolwiek emocje. W tym momencie była lekko zdezorientowana. Nie wiedziała czy mi wierzyć, czy lepiej odejść bez słowa. Wiedziałem, ze się wahała. Postanowiłem więc działać dalej.
-Działałem pod wpływem różnych emocji. Byłem zły, że nie zaufałaś mi na tyle, żeby powiedzieć o listach. Wszystko to przejęło nade mną władzę. Pobiegłem za tobą, ale gdy dotarłem już do domu Perrie to ciebie tam nie było. - desperacko próbowałem jej wszystko wytłumaczyć.
Jej oczy lekko się zaszkliły. Ująłem jej twarz w dłonie.
-Nie chcę cię stracić. - wyszeptałem. - I będę o ciebie walczył choćby nie wiem co. Kocham Cię. - wypowiedziałem ostatnie słowa najszczerzej jak tylko potrafiłem.
Emily nie odrywała ode mnie wzroku. Chciałem ją pocałować, ale bałem się jej reakcji. Zamiast tego objąłem ją, mocno do siebie przyciskając. W międzyczasie wsunąłem do kieszeni jej bluzy plik kartek. Odsunęła się ode mnie po chwili. Jej oczy był całe załzawione. Pokręciła przecząco głową.
-Nie mogę tak. Ja po prostu ci już nie ufam. - rzuciła mi ostatnie spojrzenia i zbiegła na dół.
Przekląłem się w myślach. Co zrobiłem źle ? To pytanie rozbrzmiewało w mojej głowie.











      Oczami Emily





Biegłam przed siebie chcąc uciec od wszystkiego i wszystkich. Chcąc zapomnieć o tym co przed chwilą się wydarzyło. Po co on tam przyszedł ? Tylko namieszał mi w głowie. Ostatnim czego potrzebowałam to rozmowy z nim. Nie mogłam mu wybaczyć, a przede wszystkim nie chciałam. Jedyne czego pragnęłam to, żeby poczuł się tak jak ja. Nie wierzyłam już w ani jedno jego słowo. Gdy powiedział, że mnie kocha było to takie szczere, ale najwidoczniej jest dobrym aktorem. Wszyscy wokół próbowali mnie przekonać, żebym mu wybaczyła. Nie umiałam tego zrobić z dnia na dzień. Potrzebowałam czasu. Dużo, dużo czasu.







________________________________________________________________________________
Miałam dodawać już wczoraj, ale nie zdążyłam :/ 

Tak, ten rozdział to dno. Tak, nie postarałam się za bardzo. Tak, jest za krótki ;c Ostatnie rozdziały ogólnie leżą ://  Słabo jest :( Brak weny i wgl -.- ) No, ale nic. Komentujcie, wyraźcie swoje opinie i tak dalej.. :)

+ Przepraszam za błędy :)

12 kom = NEXT 

Pewnie tylu nie będzie, ale to może i dobrze, bo będę miała czas, żeby popracować na tym czymś :/